Hej ;3
Bardzo was przepraszam, że nie było mnie tyle czasu.
Po prostu, jakoś tak nagle, mi się odechciało. Brak weny, czasu i chęci, sprawił że przestałam pisać i recenzje przeczytanych książek, i różne inne posty. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
Jednak, od razu oświadczam, jeśli będą posty, to tylko w weekend, dlatego, że teraz chodzę do nowej szkoły, I kl. technikum. Muszę dojeżdżać i w domu zwykle jestem o 15.00, lub 16.00, do tego jestem padnięta.
Więc, każdej soboty, tak w godzinach wieczornych będą posty! Albo recenzje książek, albo znów malinka, itd.
Może czasami uda mi się napisać post wcześniej, w ciągu tygodnia, ale naprawdę w to wątpię, ale trzymajcie kciuki <3
Wracam do was, bo czegoś mi brakuje, czegoś co wypełniłoby mi dziurę w sercu, po stracie przyjaciółki, mam nadzieję, że blog mi w tym pomoże :) Chciałabym, tym razem, zacząć od nowa, z większą pasją i weselszym nastawieniem :)
Kocham pisać, czytać, także rysować. Oby się to sprawdziło na tym blogu.
Buziaki, Książko-maniaczka Willow :)
Willow i książki
wtorek, 9 września 2014
czwartek, 7 sierpnia 2014
Recenzja 11 - Bridget Jones T.3 - Szalejąc za facetem
Kochani
Czytelnicy (jeśli tam jesteście, a na pewno ktoś czyta te
wypociny), zanim przejdziemy do recenzji kolejnej książki, chcę
was o czymś poinformować!
Od
dziś, będę starała się, w każdej recenzji, pisać krótki
życiorys autora, wady i zalety okładki i treści książki, a także
kilka cytatów, które zapadły mi w pamięć
Obiecuję
postarać się, aby te wpisy, nie były tylko wpisami, ale także i
cząstką mnie. By były żywe i prawdziwe (jeśli wcześniej takie
nie były) i nie będę dawać ich tak często jak teraz. Może co 3,
4 dni
Może i będą rzadziej, ale będą dłuższe i treściwsze, co może
i przejdzie do Lepsze!
Dzięki
pomocy Sylwii Tylkowskiej (blog Sylwii) mamy kategorie! Pracuję też
nad ładnym, związanym z blogiem, tłem!
Dużo
się zmieni. Nie będzie tylko o książkach. Będą
też filmy, piosenki, może jakieś ciekawe seriale warte obejrzenia,
moje własne rysunki, przemyslenia i opowiadanie.
Zastanawiam się też nad konkursem, gdy blog skończy pół roku, a
może i wcześniej!
Mam
nadzieję, że zachęciłam was, do dalszego obserwowania i
zapoznawania się z treścią. I mam też nadzieję, że nowe oblicze
bloga przypadnie wam do gustu! Ma on dopiero miesiąc, wciąż nad
nim pracuję
Bo
nie jest to tylko blog z drętwymi recenzjami (choć taki mógł się
wydawać na początku)! To jest blog o naszej pasji, którą są
dzieła sztuki. Nie tylko literackiej, ale także i muzycznej,
rysunkowej i filmowej. Chyba nie ma osoby, która by nie kochała,
którejś z tych dzieł! Każdy ma ulubiony film, piosenkę, serial,
czy książkę!
Jednak
informuję! Jeśli nic z tego cię nie interesuje, nie pisz mi
niepotrzebnych komentarzy, że jest do dupy, do kitu itp. Jeśli ci
się nie podoba to tutaj nie wchodź. Dziękuję.
Oczywiście,
przyjmę każdą krytykę i postaram się poprawić, ale tylko jeśli
krytyka ta będzie uzasadniona!
Dobra,
dosyć tych pierdów, przejdźmy do właściwej części, czyli
recenzji ostatnio przeczytanej przeze mnie książki.
Serdecznie
zapraszam, Willow
„Bridget
Jones – Szalejąc za Facetem”
Helen
Fielding
Czytając
tą książkę, szykuj się na bolący od śmiechu brzuch :3
„Szalejąc
za facetem”, to 3, i ostatnia część „Dzienników Bridget
Jones”. Jest to najnowsza część, wydana w Polsce w 2013r. We
wpisie z recenzją części 2, napisałam, że wydana została w tym
roku. Przepraszam za ten błąd. Nie wiem skąd mi się to wzięło.
W
tym tomie, znów spotykamy naszą cudowną i wyjątkową Bridget.
Ostrzegam od razu, że już sam początek, mega nas zadziwi, jeśli
czytaliśmy wcześniejsze części. Jest tu kilka faktów z życia
bohaterki, które sprawią, że przez pierwszą chwilę trudno będzie
to zrozumieć a wyjaśnią się one później.
Akcja toczy się w 2012 i 2013 roku.
Skończyłam
czytać tą książkę już chwilę temu i mimo iż mam ją w głowie, mam
wenę i pomysł na recenzję, jest mi trudno ją napisać. Dlaczego?
Nie mam zielonego pojęcia!
„Nigdy
nie tweetuj po pijaku. Wiadomości mkną jak bomby nuklearne lub
pociski Exocet”
Choć
wydawało się, że jest ona szczęśliwa z Markiem Darcy, okazuje
się że jednak nie. Mark odszedł, zostawiając ukochaną z dwójką
dzieci, 6-letnim Billym i 4-letnią Mabel. Od jego śmierci minęły
już 4 lata.
Jedna
rzecz w tej książce mnie zaskoczyła. Bridget ma tu 50 lat. Powiem
szczerze, że wiek bohaterki, niemalże odtrącił mnie od tomu. Nie
mogłam sobie nawet wyobrazić, że książka może być naprawdę
ciekawa i fascynująca. Miałam ją oddać do biblioteki, zrażona
„starością” Bridget.
Ale
powstrzymałam się i po kilku dniach, uwierzyłam w zdolności
pisarskie Helen, a nadzieja iż okaże się to dobry wybór,
kiełkowała w moim sercu. W sumie nie była to tylko nadzieja, ale w
sumie także i ogromne pragnienie.
I
nie zawiodłam się! Helen Fielding jest genialna, mimo iż Briget
jest tutaj wieku średniego, autorka i tak sprawiła, że bohaterka
nic się nie zmieniła. Często miałam napady śmiechu, których nie
mogłam powstrzymać. Wiek Bridget już mi tak nie przeszkadzał, a
wręcz przeciwnie, był czymś wyjątkowym, bez czego książka nie
byłaby pełna.
"Lepiej umrzeć od botoksu niż z samotności, będącej skutkiem niepotrzebnie wyhodowanych zmarszczek."
Za
namową przyjaciółki Talithy, Bridget stara się znaleźć
chłopaka! Idzie na imprezę, tam spotyka Faceta w Skórzanej
Marynarce, ale nic z tego nie wychodzi. Dzielnie stawia też czoła
Internetowi. Tworzy konto na Twitterze i tweetuje jak szalona
zyskując fanów i obserwatorów! To tam poznaje Roxstera, młodego i
przystojnego mężczyznę z którym zaczyna się umawiać! Spotkają
się wiele razy i kiełkuje w nich uczucie, które nam może wydawać
się dziwne. Dowodzi, że między nimi może zaistnieć coś więcej!
Epidemia
wszy, złośliwość rzeczy martwych, zaawansowanych technologicznie,
zwariowane dzieciaki, romans z młodszym od siebie 20 lata mężczyzną,
„60” urodziny przyjaciółki, seksowny pan Wallaker, który
uratował jej syna, botoks tu i ówdzie, młodsze, wyniosłe,
zadowolone z siebie małżeństwa, codzienny poranny wyścig o
miejsce na szkolnym parkingu, czynią akcję jeszcze ciekawszą!
W
tej części dzieje się naprawdę dużo! Gdybym miała wszystko
wypisać, zajęłoby mi to o wiele więcej miejsca, niż powinno,
przy czym wyznałabym najciekawsze informacje.
Długo
zwlekałam z napisaniem tej recenzji. Po przeczytaniu książki,
zapadłam w „książkową hibernację”. Przez chwilę nie
potrafiłam sklecić porządnego zdania, co jest u mnie dosyć
dziwne. Zaczęłam pisać ją tydzień temu?, a kończę dopiero
teraz, po otrząśnięciu się i wybudzeniu. Ale przynajmniej się
obudziłam :D Bo co by było, gdybym nie dała rady? :P
"Podobny z daleka do Gregory Pecka , podobny z bliska do świni pyska !"
Wiem
tylko jedno, że o tej książce nie da się tak łatwo zapomnieć, w
szczególności jeśli czytało się wcześniejsze części i mocno
się w nią wczuło. Zabawne perypetie Bridget, sprawią każdemu
uśmiech na twarzy, w to nie wątpię, jestem tego całkowicie pewna.
Ciekawi
mnie, czy stworzą film na podstawie książki. Jeśli tak to
obejrzę, jednak nie nigdy nie zdarzyło mi się, by film był od
literatury lepszy.
ZALETY
OKŁADKI:
-dobra
grafika, która zachęca do kupna, czy przeczytania
-kolor
biały pasuje idealnie, inne kolory byłyby do niczego
-świetna
czcionka tytułu, zdaje się doskonale pasować
-przyciąga
uwagę
WADY
OKŁADKI
-rozumiem
że osoba, która zaprojektowała, starała się jak mogła, jednak
nie rozumiem, dlaczego osoba na niej, modelka, jest tak młoda
-lepiej
by było, gdyby modelka siedziała przodem, by było widać jej
twarz, lub chociaż profil
-nie
potrafię zrozumieć tych przedmiotów leżących na dole, moim
zdaniem są tam niepotrzebne
ZALETY
TREŚCI:
-książka
jest pisana prostym, ale nie zbyt prostym językiem
-brak
długich, nudnych i całkowicie niepotrzebnych opisów
-styl
książki sprawia, że czyta się ją łatwo i jest to przyjemne
-dzięki
wielkiej pomysłowości i szaleństwu Bridget, nie można się przy
tym dziele literackim nudzić
-książka
ma wiele zaskakujących sytuacji
WADY
TREŚCI:
-są
takie momenty, że przez zbyt prosty język, książka wydaje się
być zbyt tandetna, ale są to naprawdę 2, 3 takie sytuacje
Helen Fielding:
ur. 19 lutego 1958 w Yorkshire – angielska pisarka i dziennikarka. Przez wiele lat pracowała w Londynie jako dziennikarka prasowa i telewizyjna, podróżując do Afryki, Indii i Ameryki Środkowej. Zadebiutowała powieścią Potęga sławy, ale rozgłos przyniosły jej kolejne powieści: Dziennik Bridget Jones i W pogoni za rozumem.
Helen Fielding jest współautorką scenariuszy do filmów Dziennik Bridget Jones (reż. Sharon Maguire) oraz Bridget Jones: W pogoni za rozumem, będących adaptacjami jej powieści.
Kolejną powieścią Helen Fielding jest Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules.
Naprawdę
polecam tą książkę osobom, które lubią się pośmiać. Naprawdę
warto
Ilość
stron: 584
Info:
autorka ma jeszcze inne książki, np:
Ocena:
9,5/10, mimo kilku wad<3
I
na koniec:
"... przystojny facet już rozmawiał z oszałamiającym kociakiem w króciutkich szortach i sweterku odsłaniającym ramiona.
- O mój Boże, to jest obrzydliwe... ona jest jeszcze w wieku embrionalnym - powiedziała Jude."
Buziaki,
Willow <3
wtorek, 5 sierpnia 2014
Moje przemyślenia #2 PrZeWiDyWaLnOśĆ
Moje
przemyślenia
#2
PrZeWiDyWaLnOśĆ
Skąd
temat tych przemyśleń? Dlaczego akurat to słowo, to określenie?
Przecież mogłam wziąć każde inne słowo, np. moje ukochane
wilki, książki, rysunek, filmy. Mogłam wybrać cokolwiek innego.
Jednak
uznałam, że to jest dobry pomysł
Dlaczego
to słowo? Ponieważ wpadło mi do głowy w środku nocy i ja zamiast
spać rozmyślałam o tym i miała już nawet włączyć komputer by
zacząć pisać, ale powstrzymałam się i poszłam spać.
Przewidywalność,
to coś co opisuje doskonale życie. Ja na przykład, przez cały
czas sądzę, że życie jest strasznie przewidywalne. Wiem że za
pół godziny nikt nie przyjdzie do mnie, nie będzie burzy, deszczu,
czy końca świata. I zwykle jest tak, że to się na sprawdza i np.
burza jest, ale ja i tak wciąż twierdzę że życie jest
przewidywalne.
Nie
wiem dokładnie jak wam to wytłumaczyć. Czasami jestem na Maksa
pewna, że coś się nie stanie, że dziś będzie nudno, że nikt
mnie nie odwiedzi.
I
dopiero później uświadamiam sobie, że stopień
nieprzewidywalności życia zależy tylko ode mnie. To ja czynię mój
marny żywot tak przewidywalnym, bo nie chcę by było pełne
niespodzianek.
Tak,
to jest bez sensu, bo każdy uwielbia niespodzianki! Ja też, ale
raczej wtedy, gdy jest to prezent na urodziny, czy nieoczekiwane
odwiedziny przyjaciółki.
Po
prostu często mam pewność, że to i to się nie stanie, np. kot
nie spadnie mi z kolan za minutę. I to wprowadza mnie w błąd
przewidywalności. Bo całe życie to seria niespodzianek, którą ja
chcę za szybko rozpakować. Wierzę w to, że nasze życie było już
wcześniej ustalone. Czy jest to prawda? Nie wiem. Ja rozpakowując
prezenciki życia zbyt wcześnie, pozbawiam się radości lub smutku,
wtedy gdy to miało nastąpić. To jest trochę jak zabijanie nadziei
i pragnień, ponieważ udaję że wszystko wiem i staram się
wszystko przewidzieć. To nie koniecznie jest dobre. A nawet wręcz
przeciwnie!
Czasami
warto dać sobie spokój i czekać na każdą niespodziankę losu, a
nie wyrywać ją z rąk Boga i otwierać przedwcześnie, psując ją.
Bo nieoczekiwane rzeczy, nieprzewidywalne też są fajne. Może nie
zawsze, ale życie musi trwać, a to jest jego sensem. Nie wiemy co
los na przygotował i przewidywanie tego jest całkowicie bez sensu.
Zamiast
myśleć o tym, ile dzieci będziesz mieć, gdy dorośniesz, kto
będzie twoim mężem/żoną, kiedy umrzesz, czy spełnisz swoje
pragnienia i marzenia, żyj chwilą. Na inne rzeczy nadejdzie czas.
Daj
życiu szansę. Pozwól by było NIEPRZEWIDYWALNE i pełne
niespodzianek. Bo takie właśnie powinno być.
Willow :)
piątek, 1 sierpnia 2014
Malinka #1
Malinka
#1
Co
to jest malinka? Malinka to seria 4 postów, z kilkoma kategoriami.
Każdego miesiąca będzie seria postów o innej nazwie, np. we
wrześniu będzie Bananek, Kotek, Wilczek lub Ogóreczek itp.
(możecie zresztą pisać mi w komentarzach przykładowe nazwy :3)
Każdy
kolejny post, będzie dodawany w piątek. Będzie jeden post Malinki
na tydzień.
Więc
zaczynajmy!
Ulubieniec
Tygodnia
Trochę
się nad tym zastanawiałam. Myślę, że ulubieńcem tygodnia będą
rolki! Jest to moja ulubiona „dyscyplina” sportowa. Uwielbiam
ubierać rolki na stopy i wyruszać sama, albo z koleżanką na
długie wędrówki, które mimo tego iż zwykle kończą się bólem
nóg, są naprawdę przyjemne!
Osobiście
jestem trochę leniwa i sport to nie jest nic ciekawego moim zdaniem,
ale rolki i badminton zasługują w pełni na moje uznanie.
Antyulubieniec
Tygodnia
Po
deszczowym wtorku sądzę iż będzie to deszcz, którego jak na
wakacje jest zbyt dużo, co jest naprawdę denerwujące, chyba że ma
się przy sobie ciekawą książkę i kubek gorącej herbaty. Zwykle
kocham deszcz. Tym razem jednak mam go dosyć. Wpis o deszczu :)
Film
Tygodnia
Filmem
tygodnia będzie moim zdaniem, naprawdę cudowny i wyjątkowy film
„Nietykalni” w reżyserii Erica Toledano, Oliviera Nakache. Oparta na faktach, piękna
opowieść o przyjaźni, która w realnym życiu chyba nie byłaby
możliwa.
Drice
jest czarnoskórym mężczyzną, który stara się zdobyć zasiłek
dla bezrobotnych, dlatego też idzie do Philipe by podpisał mu
kartkę, że odbył rozmowę o pracę, ale za wiadomych przyczyn,
pracodawca nie chce go przyjąć i uznał że Drice, nie jest zdolny
do pracy. Jednak Philipe postanawia inaczej. Przyjmuje mężczyznę
na okres próbny. Okazuje się, że Philipe jest sparaliżowany od
szyi w dół.
Drice
najpierw nie chce pracować opiekując się swoim pracodawcą, jednak
po chwili zaprzyjaźnia się z nim, oboje stają się prawdziwymi
przyjaciółmi. Jednak życie nie jest takie kolorowe, bo brat Drice
ma kłopoty i musi on się nim zaopiekować, zostawiając pracę u
Philipe.
Sparaliżowany
mężczyzna tęskni za swoim przyjacielem. Pracują u niego kolejni
opiekunowie, jednak żaden nie dorównuje Dricowi, który wcale nie
miał doświadczenia w tym kierunku, a jednak poradził sobie lepiej
niż wyuczeni w szkołach ludzie.
Ogółem
mówiąc jest to naprawdę piękny film i jeśli się w niego
wczujecie, to na pewno na końcu poleci łezka.
Pierwszy
raz oglądałam ten film na rekolekcjach w maju. Nie oglądałam
wtedy od początku, ale i tak mocno się wczułam w akcję, która
wcale nie była nudna, a wręcz przeciwnie!
Kocham
ten film za jego prostotę i prawdziwość. Polecam go każdemu!
Zwiastun
Piosenka
Tygodnia
Piosenką
tygodnia The Skillet – Monster. To piosenka o naprawdę ostrym
brzmieniu, która naprawdę strasznie mi się podoba i mogę słuchać
jej godzinami! Na słuchawkach brzmi naprawdę extra! Ja jestem
zwolennikiem pop-u i wszystkich eskowych nowości, ale ta piosenka
naprawdę mnie wciągnęła w swoje sidła. Uwielbiam ją <3 Jesli lubicie ostre piosenki z powerem to jest to cos w sam raz dla was <3
Książka
tygodnia
Niezaprzeczalnie
i nie podlegająca dyskusji jest to książka „Bridget Jones –
Szalejąc za facetem” Helen Fielding. Uwielbiam tą książkę za
jej prostotę i łatwość czytania, co nie czyni tej książki
nudną, czy zbyt prostą. Jest ona naprawdę wyjątkowa <3 Recenzja już jutro lub w niedzielę.
Blog
Tygodnia
Tu
nie mam jeszcze wybranego bloga. Podsyłajcie mi swoje blogi z krótki
opisem. Zerknę na nie i w następnym tygodniu dodam ten który mi
się najbardziej spodobał.
Ciekawostka
tygodnia
Choć maliny większości z nas kojarzą się z purpurową barwą, to jednak trzeba pamiętać, że istnieją również odmiany czarne, pomarańczowe, żółte, a nawet białe! W sumie ponad 200 rodzajów! Malinowa różnorodność przejawia się także w rozmiarach – znajdziemy owoce wielkości i porzeczki, i śliwki.
To
na tyle w tej notce Malinki <3 Jeśli wam się spodobało, piszcie
w komentarzach, udostępniajcie na fb, twiterze, może na swoich
blogach. Serdecznie zapraszam do kolejnych postów i do
wcześniejszych także.
Całuję,
Willow <3
wtorek, 29 lipca 2014
Moje przemyślenia #1 DeSzCz
Moje
przemyślenia
#1
DeSzCz
Nie
zaprzeczę, deszcz jest potrzebny do życia. Dzięki niemu rosną
nasze plony w polu, kwitną kwiaty. Deszcz zapełnia rzeki,
poi nie tylko ludzi, ale także i zwierzęta, rośliny i każdą inną
formę życia. My sami składamy się w większości z wody.
Tak.
Kocham deszcz! Deszcz to woda, a woda to życie. Bez niej nie byłoby
nic.
Wyobrażacie
to sobie? Nagle brakuje tego ważnego żywiołu. Wszystko powoli
usycha, giną rośliny i zwierzęta. Umieramy z pragnienia. Ziemia
jest sucha, nie ma w niej tego, co najważniejsze. Pęka. W powietrzu
wiruje pył, jest niemiłosiernie gorąco. Wszędzie kości i
szkielety, szczątki zmarłych. I wśród tego Ty. Jedyna osoba,
która mając zapasy wody, przetrwała i widzi to wszystko. To byłoby
straszne… Naprawdę trudno jest to sobie wyobrazić. Nie
chciałabym, by kiedykolwiek tak się stało.
Tak,
woda to życie. Ale woda to także śmierć.
Ileż
istnień odeszło z tego świata, za sprawą wody? Miliony, jeśli
nie miliardy. Powodzie, fale tsunami, wiry wodne, przypływy i
odpływy.
Ale
nie o tym chciałam mówić. Widzę, że schodzę na coraz
straszniejsze rejony. Lepiej się od nich odwrócę i pójdę w drugą
stronę.
Dzisiaj
byłam z koleżanką w Krośnie, by zobaczyć gdzie będzie się
uczyła. Obie jesteśmy w tym samym wieku, ona idzie do zawodówki na
cukiernika, ja do technikum na technika technologii odzieży (coś
więcej o tym kierunku: ). Mamy szkoły blisko siebie więc uznałam,
że to dobry pomysł, by obejrzeć obie.
Ubrałam
się w krótkie spodenki (zrobione w tym samym dniu z moich
ulubionych, cudownych jeansów, które były przeze mnie wcześniej
zniszczone) i cienki T-shirt. Wzięłam rower i mimo naglącego bólu
głowy pojechałam do niej i razem wyruszyłyśmy do Krosna.
Było
ciepło, słoneczko fajnie grzało.
Odwiedziłyśmy
jej szkołę, ciepło. Odwiedziłyśmy moją szkołę, ciepło.
Gdy
jechałyśmy do piekarni na pizzerki (mini wersja pizzy), nagle
zagrzmiało i z nieba lunął deszcz. Ale nie taki zwykły! To była
nieprzerwana ściana wody, tak jakby lała się ona z ogromnego węża
ogrodowego. Masakra! Jeszcze takiego czegoś nie widziałam…
Czekałyśmy w piekarni 30 minut. Aż w końcu się wkurzyłam i
powiedziałam jej że jedziemy.
Przejechałyśmy
pół Krosna. Byłyśmy całe mokre, a ja, jakby tego było mało,
miałam balerinki, w których można było później pływać.
Dosłownie czułam będącą tam wodę.
Po
drodze do domu, spotkałam moich rodziców, jak jechali w przeciwną
stronę samochodem. Mama jak mnie zobaczyła, cała mokrą, zmachaną
i zmęczoną, to aż się przeraziła. Chcieli mnie wziąć, ale
powiedziałam że przeżyje jeszcze ten maleńki kawałeczek.
Na
szczęście dojechałam do domu cała i zdrowa.
Jest
to przykład dni, w których nienawidzę deszczu. Nie pomaga nawet
myśl, że dzięki niemu żyję nie tylko ja, ale także i inni.
Deszcz,
ma bardzo wiele plusów, ale także i minusów.
Deszcz
to jest zjawisko, które kocham, gdy jestem w domu i mam ciekawą
książkę do przeczytania, kotkę obok siebie i kubek gorącej
herbaty, lub kakao. Uwielbiam wtedy siadać na balkonie i zagłębiać
się w lekturę, wsłuchując się w odgłos kropel bijących o
blachę. Jest to naprawdę odprężające i uspokajające.
Kocham
też burze. Nie odgłos grzmotów, a raczej pioruny, które wtedy się
pojawiają. Pamiętam, że będąc małym dzieckiem, uwielbiałam
(mimo srogich zakazów rodziców) stawać przy oknie i oglądać
złote strzały, na granatowym niebie.
Ale
nienawidzę deszczu wtedy, gdy muszę, albo skądś wrócić, albo
gdzieś pójść, tak samo ja było dzisiaj. Gdy na moje rozgrzane
wcześniej słońcem ciało, nagle spadnie lodowata kropla, która od
razu mnie zmraża, wywołując dreszcz, przechodzący po całym
ciele. To nie jest miłe uczucie, ale sądzę, że każdy sam zdołał
się o tym przekonać.
Chyba
że mam przy sobie osobę, którą uwielbiam i z którą mogę się
śmiać, idąc w deszczu, z plecakiem na głowie, nie martwiąc się
tym że jest mi zimno i mokro. Wtedy deszcz nie jest czymś co
nienawidzę, lecz czymś co kocham. Niestety, już nigdy nie będę
miała takiej sytuacji. A przynajmniej z tą osobą, z którą miałam
ją już wiele razy. Ale nie ważne.
Deszcz,
to coś pięknego. Dzięki niemu widzimy tęczę, którą na pewno
każdy kocha. Dzięki niemu możemy podczas upałów wykąpać się w
rzece. Dzięki niemu, mamy wodę w kranie i możemy zaparzyć swoją
ukochaną herbatę do lektury długo wyczekiwanej książki. Dzięki
niemu możemy codziennie wziąć prysznic, wykąpać się. Dzięki
niemu wokół nas jest życie. Piękne kwiaty, cudowne widoki,
fontanny, jeziorka, morze, rzeki, stawy.
Deszcz,
w sensie woda, daje życie i je obiera. Nauczmy się kochać deszcz,
bo to dzięki niemu jesteśmy na tym świecie.
Deszcz
to życie i śmierć.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Recenzja 10-Bridget Jones T.2
„Dziennik
Bridget Jones-W pogoni za rozumem”
Helen
Fielding
„W
pogoni za rozumem”, to druga część sławnych dzienników
Bridget. Najnowsza część wyszła w tym roku i ją także
zrecenzuję, a jest to „Szalejąc za facetem”.
„W
pogoni…”, jest bardzo śmieszną i wyjątkową książką, która
aż kipi dobrą atmosferą, jest tworem geniuszki! Jest to książka,
która powinna być obowiązkowa na liście lektur, w liceum, nie
tylko ze względu na świetny humor, a także dlatego, że jest
naprawdę wspaniała.
Jeśli
czytamy ją, tylko po to, by ją przeczytać, bo wydaje się nam
ciekawa, to okej. Ale można w niej znaleźć też i głębszy sens,
uczyć się nie na swoich, a na cudzych błędach. Aktorka tworząc
tą książkę, naprawdę wykazała się geniuszem i obłędnym
talentem do pisania. Zaskakuje nas wiele razy, wprawia w smutek,
ciekawość, zdumienie, radość, a nawet histeryczny, nie dający
się opanować śmiech, który ogarnia nie tylko całą twarz, ale
także i brzuch.
I
jak nie kochać takich pisarek? Hah, to jest niemożliwe.
Główna
bohaterka, to Bridget Jones, zwariowana, prawie 40-latka, która w
końcu znalazła sobie faceta, a jest nim Mark Darcy. Odkrywa z nim
uroki życia w związku. W cudownym, fantastyczny, wypełnionym
miłością. Ale coś się sypie. Coś jest nie tak.
Bridget
postanawia powiększyć sobie mieszkanie. Przychodzi do niej
budowlaniec, Gary i… Wykuwa dziurę w ścianie i zaniechuje dalszej
pracy, zasłania ją plandeką i znika. Teraz, nie dość, że nasza
bohaterka ma dziurę w ścianie, to do tego w jej mieszkaniu, coś
okropnie śmierdzi, jej związek z Markiem się sypie, w pracy nie
najlepiej, wciąż kolejne denerwujące wpadki, spóźnienia. Jak to
w życiu wzloty i upadki.
Gdy
Bridget wyjeżdża z Sharon do Tajlandii, nie podejrzewa, że ich
milutki sąsiad, uczyni jej życie przez chwilę koszmarem. Shaz,
zaprzyjaźnia się z ich sąsiadem, Jed’em, spędza z nim każdą
chwilę. Pewnego dnia, gdy Bridget razem z Sharon, wychodzą z domku,
po powrocie zastają brak bagaży i wszystkich ich rzeczy.
Na
„szczęście”, ich kochany sąsiad, pomaga im pożyczając
pieniądze na bilet i swoją torbę podróżną. Gdy na lotnisku,
tajlandzkie służby zatrzymują Bridget, ona nic nie podejrzewa. I
zostaje oskarżona o przemyt narkotyków!
Czy
uda się jej z tego wyplątać?
Czy
uda się jej uratować swój związek?
Czy
złapią tego, co groził jej śmiercią?
Czy
Bridget, w końcu osiągnie szczęście i zawodowe, i w miłości?
Książka
ta, jest napisana, moim zdaniem, idealnie! Forma dziennika, idealnie
pasuje do treści, czyniąc z książki dzieło. Jest ona skierowana,
do trochę starszych niż ja odbiorców, w wieku głównej bohaterki,
ale sądzę, że i nastolatka doskonale się w niej odnajdzie. Podoba
mi się w niej, absolutnie wszystko, od liczby jedn. Alkoholu, po
wagę, każde słowo Brigdet i jej zwariowana reakcja. Co dziwne, nie
mam tu ani słowa krytyki.
Książka w wielu momentach zaskakuje,
smuci, czy rozśmiesza do łez i to jest jej przeogromny plus! Tego
dzieła nie da się nie kochać <3
Polecam
ją wam z całego serca, choć najchętniej zabrałabym ją tylko dla
siebie. Uwielbiam ją. Czytanie jej, jest ogromną przyjemnością,
i wspaniałą odskocznią od życia codziennego.
Ilość
stron: 347
Info:
Jest to druga część. Ostatnia, najnowsza, to „Szalejąc za
facetem” :3
Ocena:
Poprzednią część oceniłam na 9. Tym razem książka w pełni
zasługuje na 10 <3
Buziaki,
Książko-maniaczka Willow <3
niedziela, 20 lipca 2014
Recenzja 9 - Ps. Kocham Cię
"Ps.
Kocham Cię"
Cecelia
Ahern
Jak
przetrwać śmierć ukochanego? To nie jest takie łatwe.
Jeśli
kocha się go z całego serca, jeśli ta osoba jest naszą bratnią
duszą i zachorowawszy na raka, umiera? Jak znów żyć normalnie? I
czy jest to w ogóle możliwe?
Zanim
zaczęłam czytać tą książkę, miałam wiele obiekcji. Jest to
stara książka (z 2004 r.) i okładka nie zachęca do przeczytania.
Jednak, mając w pamięci, oglądany kiedyś na TVP2 film, o tym
samym tytule, postanowiłam, że poznanie jej to mój obowiązek i
stwierdziłam, że na pewno będzie warto.
Oczywiście,
jak to jest w każdym wypadku, między dziełem literackim a filmem
jest wiele irytujących różnic. Należę do osób, które sądzą,
że jak ktoś tworzy film, na podstawie książki, to nie powinien
dodawać, lub usuwać pewnych punktów akcji, ani zmieniać fabuły,
co zdarza się w każdej adaptacji.
Do
książki nie mam zastrzeżeń, czyni je jedynie film, ale na
szczęście to nie nim się zajmujemy na tym blogu.
Holly
i Gerry to idealne małżeństwo, pełne szczęścia i radości, a
także niegasnącej miłości. Mają wspaniałą rodzinę, piękny
dom, cudownych, oddanych przyjaciół. Jednak coś tu nie gra,
wszystko się zmieni.
Sądzili,
że mają świat u swoich stóp, okazało się, że świat zrobił
ich w balona…
Gerry jest śmiertelnie chory i niespodziewanie umiera, zostawiając
ukochaną samą. A może nie całkowicie samą?
Holly
nie może się pozbierać, za bardzo kochała swojego męża, by móc
przeboleć jego śmierć. I wtedy okazuje się, że Gerry zostawił
jej 10 listów, każdy na jeden miesiąc. W każdym z nich jest po 1
poleceniu, które główna bohaterka ma wykonać.
Holly
powoli się podnosi. Okazuje się, że świat ma dla niej jeszcze
wiele niespodzianek. Wydaje się jej że jest sama, ale ma jeszcze
oddanych przyjaciół, którzy ubolewają stratę Gerry’ego.
Gdy
czytałam tą książkę, (mimo wcześniejszych myśli, że będzie
nudna), nie raz zaśmiałam się, może nawet uroniłam łzę.
Przeżywałam uczucia Holly, byłam przy niej przy każdej jej łzie,
każdym śmiechu, każdej smutnej chwili i odrobinie, krótkiego
szczęścia. Każde jej wspomnienie, słowa jej przyjaciół, każdy
ból, odczuwałam razem z nią. To jest naprawdę magiczna książka
i sądzę, że przeczytanie jej, jest nie tylko przyjemnością, ale
także i obowiązkiem każdego z nas.
Jej
autorka, Cecelie Ahern, gdy ją pisała miała 22 lata. Minęło już
10 lat, a to dzieło, jest nadal aktualne, są w nim wartości, które
każdy powinien poznać. Dzięki tej książce, możemy poznać taką
sytuację i dzięki niej docenić swoich własnych bliskich.
Naprawdę,
chcę napisać o wiele więcej, jednak nie potrafię. Brak mi słów,
by opisać genialności nie tylko pisarki, ale także i stworzonego
przez nią dzieła. Chciałabym napisać o tym nie 500 wyrazów, a
2000. Naprawdę.
Wiem
jedno. Jest to jedno z tych dzieł, o których się nie zapomina i
wpadają głęboko w pamięć. Boże, dziękuję, że są takie
książki! Dzięki tym książką, możemy poznać dogłębniej
uczucia, sytuacje, których wolelibyśmy nie poznawać w prawdziwym
życiu, bo byłyby zbyt bolesne.
To
jest po prostu dzieło geniuszu, wspaniałej i utalentowanej pisarki.
Pokazuje
nam ono, że po śmierci ukochanej osoby, trzeba żyć dalej i że
jest to możliwe. Jest to niezwykle trudne, ale jak to pisał Gerry
do Holly w liście „Fruń do księżyca”. Trzeba się podnieść
i przeżyć godnie i w szczęściu, życie, bo mamy je tylko jedno.
Każdy może dostać drugą szansę, pod warunkiem, że tego pragnie
i stara się ją zdobyć. Nie leż na ziemi, gdy się przewróciłeś.
Wstań i pokaż innymi i sobie, że potrafisz żyć dalej, że
pogodziłeś się z tą stratą. Ale nie! Nie zapomniałeś o niej.
Wciąż o niej pamiętasz, ale postanowiłeś żyć dalej, bo tego by
chciała twoja bratnia dusza.
Jest
to niezwykle piękna książka, napisana w cudowny, zabawny sposób,
która okazuje uczucia Holly idealnie.
Polecam
tą książkę każdemu. Naprawdę warto! I jak ją przeczytacie, to
na pewno zostanie już w waszym sercu.
Ilość
stron: 456
Info:
Inne książki Cecelie Ahern, mi., „Gdybyś mnie teraz zobaczył”,
„Pora na życie”, „Pamiętnik z przyszłości”, „Zakochać
się” <3 Na pewno sięgnę po którąś z tych, lub jakąś inną <3
Ocena:
10/10, nie mam słów krytyki, ale nie dlatego, że brak mi słów w
ustach, tylko dlatego, że nie ma tu czego krytykować.
Buziaki,
Książko-maniaczka Willow <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)








