wtorek, 29 lipca 2014

Moje przemyślenia #1 DeSzCz

Moje przemyślenia
#1 DeSzCz



Nie zaprzeczę, deszcz jest potrzebny do życia. Dzięki niemu rosną nasze plony w polu, kwitną kwiaty. Deszcz zapełnia rzeki, poi nie tylko ludzi, ale także i zwierzęta, rośliny i każdą inną formę życia. My sami składamy się w większości z wody.

Tak. Kocham deszcz! Deszcz to woda, a woda to życie. Bez niej nie byłoby nic.

Wyobrażacie to sobie? Nagle brakuje tego ważnego żywiołu. Wszystko powoli usycha, giną rośliny i zwierzęta. Umieramy z pragnienia. Ziemia jest sucha, nie ma w niej tego, co najważniejsze. Pęka. W powietrzu wiruje pył, jest niemiłosiernie gorąco. Wszędzie kości i szkielety, szczątki zmarłych. I wśród tego Ty. Jedyna osoba, która mając zapasy wody, przetrwała i widzi to wszystko. To byłoby straszne… Naprawdę trudno jest to sobie wyobrazić. Nie chciałabym, by kiedykolwiek tak się stało.

Tak, woda to życie. Ale woda to także śmierć.

Ileż istnień odeszło z tego świata, za sprawą wody? Miliony, jeśli nie miliardy. Powodzie, fale tsunami, wiry wodne, przypływy i odpływy.

Ale nie o tym chciałam mówić. Widzę, że schodzę na coraz straszniejsze rejony. Lepiej się od nich odwrócę i pójdę w drugą stronę.

Dzisiaj byłam z koleżanką w Krośnie, by zobaczyć gdzie będzie się uczyła. Obie jesteśmy w tym samym wieku, ona idzie do zawodówki na cukiernika, ja do technikum na technika technologii odzieży (coś więcej o tym kierunku: ). Mamy szkoły blisko siebie więc uznałam, że to dobry pomysł, by obejrzeć obie.

Ubrałam się w krótkie spodenki (zrobione w tym samym dniu z moich ulubionych, cudownych jeansów, które były przeze mnie wcześniej zniszczone) i cienki T-shirt. Wzięłam rower i mimo naglącego bólu głowy pojechałam do niej i razem wyruszyłyśmy do Krosna.

Było ciepło, słoneczko fajnie grzało.

Odwiedziłyśmy jej szkołę, ciepło. Odwiedziłyśmy moją szkołę, ciepło.

Gdy jechałyśmy do piekarni na pizzerki (mini wersja pizzy), nagle zagrzmiało i z nieba lunął deszcz. Ale nie taki zwykły! To była nieprzerwana ściana wody, tak jakby lała się ona z ogromnego węża ogrodowego. Masakra! Jeszcze takiego czegoś nie widziałam… Czekałyśmy w piekarni 30 minut. Aż w końcu się wkurzyłam i powiedziałam jej że jedziemy.

Przejechałyśmy pół Krosna. Byłyśmy całe mokre, a ja, jakby tego było mało, miałam balerinki, w których można było później pływać. Dosłownie czułam będącą tam wodę.

Po drodze do domu, spotkałam moich rodziców, jak jechali w przeciwną stronę samochodem. Mama jak mnie zobaczyła, cała mokrą, zmachaną i zmęczoną, to aż się przeraziła. Chcieli mnie wziąć, ale powiedziałam że przeżyje jeszcze ten maleńki kawałeczek.

Na szczęście dojechałam do domu cała i zdrowa.

Jest to przykład dni, w których nienawidzę deszczu. Nie pomaga nawet myśl, że dzięki niemu żyję nie tylko ja, ale także i inni.

Deszcz, ma bardzo wiele plusów, ale także i minusów.

Deszcz to jest zjawisko, które kocham, gdy jestem w domu i mam ciekawą książkę do przeczytania, kotkę obok siebie i kubek gorącej herbaty, lub kakao. Uwielbiam wtedy siadać na balkonie i zagłębiać się w lekturę, wsłuchując się w odgłos kropel bijących o blachę. Jest to naprawdę odprężające i uspokajające.

Kocham też burze. Nie odgłos grzmotów, a raczej pioruny, które wtedy się pojawiają. Pamiętam, że będąc małym dzieckiem, uwielbiałam (mimo srogich zakazów rodziców) stawać przy oknie i oglądać złote strzały, na granatowym niebie.

Ale nienawidzę deszczu wtedy, gdy muszę, albo skądś wrócić, albo gdzieś pójść, tak samo ja było dzisiaj. Gdy na moje rozgrzane wcześniej słońcem ciało, nagle spadnie lodowata kropla, która od razu mnie zmraża, wywołując dreszcz, przechodzący po całym ciele. To nie jest miłe uczucie, ale sądzę, że każdy sam zdołał się o tym przekonać.

Chyba że mam przy sobie osobę, którą uwielbiam i z którą mogę się śmiać, idąc w deszczu, z plecakiem na głowie, nie martwiąc się tym że jest mi zimno i mokro. Wtedy deszcz nie jest czymś co nienawidzę, lecz czymś co kocham. Niestety, już nigdy nie będę miała takiej sytuacji. A przynajmniej z tą osobą, z którą miałam ją już wiele razy. Ale nie ważne.

Deszcz, to coś pięknego. Dzięki niemu widzimy tęczę, którą na pewno każdy kocha. Dzięki niemu możemy podczas upałów wykąpać się w rzece. Dzięki niemu, mamy wodę w kranie i możemy zaparzyć swoją ukochaną herbatę do lektury długo wyczekiwanej książki. Dzięki niemu możemy codziennie wziąć prysznic, wykąpać się. Dzięki niemu wokół nas jest życie. Piękne kwiaty, cudowne widoki, fontanny, jeziorka, morze, rzeki, stawy.

Deszcz, w sensie woda, daje życie i je obiera. Nauczmy się kochać deszcz, bo to dzięki niemu jesteśmy na tym świecie.

Deszcz to życie i śmierć.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Recenzja 10-Bridget Jones T.2

„Dziennik Bridget Jones-W pogoni za rozumem”
Helen Fielding



„W pogoni za rozumem”, to druga część sławnych dzienników Bridget. Najnowsza część wyszła w tym roku i ją także zrecenzuję, a jest to „Szalejąc za facetem”.

„W pogoni…”, jest bardzo śmieszną i wyjątkową książką, która aż kipi dobrą atmosferą, jest tworem geniuszki! Jest to książka, która powinna być obowiązkowa na liście lektur, w liceum, nie tylko ze względu na świetny humor, a także dlatego, że jest naprawdę wspaniała.

Jeśli czytamy ją, tylko po to, by ją przeczytać, bo wydaje się nam ciekawa, to okej. Ale można w niej znaleźć też i głębszy sens, uczyć się nie na swoich, a na cudzych błędach. Aktorka tworząc tą książkę, naprawdę wykazała się geniuszem i obłędnym talentem do pisania. Zaskakuje nas wiele razy, wprawia w smutek, ciekawość, zdumienie, radość, a nawet histeryczny, nie dający się opanować śmiech, który ogarnia nie tylko całą twarz, ale także i brzuch.

I jak nie kochać takich pisarek? Hah, to jest niemożliwe.

Główna bohaterka, to Bridget Jones, zwariowana, prawie 40-latka, która w końcu znalazła sobie faceta, a jest nim Mark Darcy. Odkrywa z nim uroki życia w związku. W cudownym, fantastyczny, wypełnionym miłością. Ale coś się sypie. Coś jest nie tak.

Bridget postanawia powiększyć sobie mieszkanie. Przychodzi do niej budowlaniec, Gary i… Wykuwa dziurę w ścianie i zaniechuje dalszej pracy, zasłania ją plandeką i znika. Teraz, nie dość, że nasza bohaterka ma dziurę w ścianie, to do tego w jej mieszkaniu, coś okropnie śmierdzi, jej związek z Markiem się sypie, w pracy nie najlepiej, wciąż kolejne denerwujące wpadki, spóźnienia. Jak to w życiu wzloty i upadki.

Gdy Bridget wyjeżdża z Sharon do Tajlandii, nie podejrzewa, że ich milutki sąsiad, uczyni jej życie przez chwilę koszmarem. Shaz, zaprzyjaźnia się z ich sąsiadem, Jed’em, spędza z nim każdą chwilę. Pewnego dnia, gdy Bridget razem z Sharon, wychodzą z domku, po powrocie zastają brak bagaży i wszystkich ich rzeczy.

Na „szczęście”, ich kochany sąsiad, pomaga im pożyczając pieniądze na bilet i swoją torbę podróżną. Gdy na lotnisku, tajlandzkie służby zatrzymują Bridget, ona nic nie podejrzewa. I zostaje oskarżona o przemyt narkotyków!

Czy uda się jej z tego wyplątać?

Czy uda się jej uratować swój związek?

Czy złapią tego, co groził jej śmiercią?

Czy Bridget, w końcu osiągnie szczęście i zawodowe, i w miłości?

Książka ta, jest napisana, moim zdaniem, idealnie! Forma dziennika, idealnie pasuje do treści, czyniąc z książki dzieło. Jest ona skierowana, do trochę starszych niż ja odbiorców, w wieku głównej bohaterki, ale sądzę, że i nastolatka doskonale się w niej odnajdzie. Podoba mi się w niej, absolutnie wszystko, od liczby jedn. Alkoholu, po wagę, każde słowo Brigdet i jej zwariowana reakcja. Co dziwne, nie mam tu ani słowa krytyki. 

Książka w wielu momentach zaskakuje, smuci, czy rozśmiesza do łez i to jest jej przeogromny plus! Tego dzieła nie da się nie kochać <3

Polecam ją wam z całego serca, choć najchętniej zabrałabym ją tylko dla siebie. Uwielbiam ją. Czytanie jej, jest ogromną przyjemnością, i wspaniałą odskocznią od życia codziennego.

Ilość stron: 347

Info: Jest to druga część. Ostatnia, najnowsza, to „Szalejąc za facetem” :3

Ocena: Poprzednią część oceniłam na 9. Tym razem książka w pełni zasługuje na 10 <3

Buziaki, Książko-maniaczka Willow <3

niedziela, 20 lipca 2014

Recenzja 9 - Ps. Kocham Cię

"Ps. Kocham Cię"
Cecelia Ahern



Jak przetrwać śmierć ukochanego? To nie jest takie łatwe.

Jeśli kocha się go z całego serca, jeśli ta osoba jest naszą bratnią duszą i zachorowawszy na raka, umiera? Jak znów żyć normalnie? I czy jest to w ogóle możliwe?

Zanim zaczęłam czytać tą książkę, miałam wiele obiekcji. Jest to stara książka (z 2004 r.) i okładka nie zachęca do przeczytania. 

Jednak, mając w pamięci, oglądany kiedyś na TVP2 film, o tym samym tytule, postanowiłam, że poznanie jej to mój obowiązek i stwierdziłam, że na pewno będzie warto.

Oczywiście, jak to jest w każdym wypadku, między dziełem literackim a filmem jest wiele irytujących różnic. Należę do osób, które sądzą, że jak ktoś tworzy film, na podstawie książki, to nie powinien dodawać, lub usuwać pewnych punktów akcji, ani zmieniać fabuły, co zdarza się w każdej adaptacji.

Do książki nie mam zastrzeżeń, czyni je jedynie film, ale na szczęście to nie nim się zajmujemy na tym blogu.

Holly i Gerry to idealne małżeństwo, pełne szczęścia i radości, a także niegasnącej miłości. Mają wspaniałą rodzinę, piękny dom, cudownych, oddanych przyjaciół. Jednak coś tu nie gra, wszystko się zmieni.

Sądzili, że mają świat u swoich stóp, okazało się, że świat zrobił ich w balona…

Gerry jest śmiertelnie chory i niespodziewanie umiera, zostawiając ukochaną samą. A może nie całkowicie samą?

Holly nie może się pozbierać, za bardzo kochała swojego męża, by móc przeboleć jego śmierć. I wtedy okazuje się, że Gerry zostawił jej 10 listów, każdy na jeden miesiąc. W każdym z nich jest po 1 poleceniu, które główna bohaterka ma wykonać.

Holly powoli się podnosi. Okazuje się, że świat ma dla niej jeszcze wiele niespodzianek. Wydaje się jej że jest sama, ale ma jeszcze oddanych przyjaciół, którzy ubolewają stratę Gerry’ego.

Gdy czytałam tą książkę, (mimo wcześniejszych myśli, że będzie nudna), nie raz zaśmiałam się, może nawet uroniłam łzę. 

Przeżywałam uczucia Holly, byłam przy niej przy każdej jej łzie, każdym śmiechu, każdej smutnej chwili i odrobinie, krótkiego szczęścia. Każde jej wspomnienie, słowa jej przyjaciół, każdy ból, odczuwałam razem z nią. To jest naprawdę magiczna książka i sądzę, że przeczytanie jej, jest nie tylko przyjemnością, ale także i obowiązkiem każdego z nas.

Jej autorka, Cecelie Ahern, gdy ją pisała miała 22 lata. Minęło już 10 lat, a to dzieło, jest nadal aktualne, są w nim wartości, które każdy powinien poznać. Dzięki tej książce, możemy poznać taką sytuację i dzięki niej docenić swoich własnych bliskich.

Naprawdę, chcę napisać o wiele więcej, jednak nie potrafię. Brak mi słów, by opisać genialności nie tylko pisarki, ale także i stworzonego przez nią dzieła. Chciałabym napisać o tym nie 500 wyrazów, a 2000. Naprawdę.

Wiem jedno. Jest to jedno z tych dzieł, o których się nie zapomina i wpadają głęboko w pamięć. Boże, dziękuję, że są takie książki! Dzięki tym książką, możemy poznać dogłębniej uczucia, sytuacje, których wolelibyśmy nie poznawać w prawdziwym życiu, bo byłyby zbyt bolesne.

To jest po prostu dzieło geniuszu, wspaniałej i utalentowanej pisarki.

Pokazuje nam ono, że po śmierci ukochanej osoby, trzeba żyć dalej i że jest to możliwe. Jest to niezwykle trudne, ale jak to pisał Gerry do Holly w liście „Fruń do księżyca”. Trzeba się podnieść i przeżyć godnie i w szczęściu, życie, bo mamy je tylko jedno. 

Każdy może dostać drugą szansę, pod warunkiem, że tego pragnie i stara się ją zdobyć. Nie leż na ziemi, gdy się przewróciłeś. 

Wstań i pokaż innymi i sobie, że potrafisz żyć dalej, że pogodziłeś się z tą stratą. Ale nie! Nie zapomniałeś o niej. 

Wciąż o niej pamiętasz, ale postanowiłeś żyć dalej, bo tego by chciała twoja bratnia dusza.

Jest to niezwykle piękna książka, napisana w cudowny, zabawny sposób, która okazuje uczucia Holly idealnie.

Polecam tą książkę każdemu. Naprawdę warto! I jak ją przeczytacie, to na pewno zostanie już w waszym sercu.

Ilość stron: 456

Info: Inne książki Cecelie Ahern, mi., „Gdybyś mnie teraz zobaczył”, „Pora na życie”, „Pamiętnik z przyszłości”, „Zakochać się” <3 Na pewno sięgnę po którąś z tych, lub jakąś inną <3

Ocena: 10/10, nie mam słów krytyki, ale nie dlatego, że brak mi słów w ustach, tylko dlatego, że nie ma tu czego krytykować.

Buziaki, Książko-maniaczka Willow <3

piątek, 18 lipca 2014

Willow. Podbój Wyspy. cz.1



Rozdział 1
(Nie)zwyczajne życie



Willow przeczesała grzebykiem ze Smoczej Kości swoje długie, pofalowane, niebieskie włosy przeglądając się w kryształowym lustrze wiszącym na ścianie w jej komnacie. Orientalne wzory na grzebieniu, smukłe zawijasy i wyryte w nim kwiaty były robotą krasnoludów z Krainy Chmur.

Willow uwielbiała ten grzebień, który dostała od ojca na swoje 15 urodziny. Miała też do niego sentyment. Grzebyk ten był jedyną pamiątką po jej ojcu, który dzień później wyruszył na wyprawę do Krainy Słów i słuch po nim zaginął. Minął rok, a po jej ojcu ani śladu. Pamiętała, że jej matka ogłosiła żałobę Między-krainową, a wszystkie Krainy pogrążyły się w smutku. Jej ojciec był ostatnim Elfem Króla o najczystszej błękitnej krwi. Dla wszystkich, nie tylko dla niej, była to ogromna strata. Oczywiście, oddziały wojska w Krainie Słów zmobilizowały się, wraz z Smoczymi Jeźdźcami i żyjącymi tam Wertami.

Jednak jej ojca nigdy nie odnaleziono.

Willow ogarnął smutek, a w gardle pojawiła się kula żalu. Oddech uwiązł jej w krtani a ręka przeczesująca włosy opadła smętnie, ze zrezygnowaniem.

Przypomniała sobie tamten dzień. Było słonecznie i ciepło, przez otwarte okno wiał delikatny wiaterek, a siedzący na parapecie Słowik Smoczy śpiewał radośnie, i z dziobka wypływał mu strumyczek dymu. Willow leżała na wielkim, wełnianym materacu i rozmyślała o Elfie Wojowniku widzianym chwilę wcześniej przez okno, słuchając treli ptaka, z błogim uśmiechem na twarzy i ze szczęściem w sercu. Miała ochotę wstać i zaśpiewać razem z tym ślicznym śpiewakiem.

Do komnaty wszedł jej ojciec.

Przyszedł się z nią pożegnać… Na jego obliczu był ogromny smutek i zakłopotanie. Willow od razu wiedziała po co do niej przyszedł. Jej umysł od razu to zrozumiał, jeszcze zanim ojciec powiedział choćby słowo.

-Wyjeżdżasz tak? Wyjeżdżasz?! Dlaczego! Czy czymś zawiniłam? Nie jestem taka jaka powinnam być? Nie zachowuję się zgodnie z etykietą królewską? Tato! Nie!- krzyknęła wtedy, czując ogromną gorycz i przenikliwy ból w sercu. On tego nie potwierdził, lecz było to oczywiste.

Popatrzył na nią ze zrozumieniem i iskrą ogromnego bólu w oczach. Kiwnął głową i spuścił wzrok, zbyt zmartwiony i zawstydzony, by to okazać. Willow poznała po jego postawie, że jest mu strasznie przykro, iż wyjeżdża dzień po urodzinach córki.

-Przepraszam. Wybacz mi. Nie jest mi tak łatwo odjechać. Ale to bardzo ważna sprawa dotycząca pokoju na Wyspie. Córeczko… - Przepraszał ją gorliwie i z nadzieją, lecz ona odwróciwszy się do niego plecami, szepnęła ledwo dosłyszalnie, a z jej oczu popłynęły łzy:

-Nie tato. Jedź. Zabierz swojego rumaka, prowiant i jedź. Nic cię tu nie trzyma. Nie potrzebuję cię. Nie potrzebuję cię! Jedź! – I szlochając wybiegła z pokoju, tupiąc delikatnie.

I tak też ojciec zrobił. Zabrał swojego araba czystej krwi-Figaro, i ubrawszy mu uzdę i siodło ze smoczej skóry, odjechał do Krainy Słów na południowy-zachód, razem ze swoim sługą i giermkiem, Gordonem, który pocieszał swojego pana i przyjaciela roniącego gorzkie łzy.

Teraz Willow z całego serca żałowała takiego rozstania. Oddałaby wszystko, byleby ojciec wrócił. Tak strasznie za nim tęskniła.

Coraz częściej czuła się jakby była to jej wina. Tylko i wyłącznie jej wina. Jak mogła być tak samolubna? Dlaczego wtedy zachowała się jakby miała ojca dość? Dlaczego była taka nieczuła?

Tylko ten grzebyczek, który trzymała teraz w dłoni i przeciągała go po swoich włosach, tak podobnych do włosów ojca, dawał jej nadzieję, że jego darczyńca kiedyś się odnajdzie. Tylko dzięki temu prezentowi, wciąż potrafiła wierzyć, że jest to możliwe. Gdyby nie ten piękny prezent, straciłaby już całkowicie nadzieję.

Ale to i tak nie zmieniało faktu, że to była jej wina. Gdyby nie była taka oschła może wszystko inaczej by się potoczyło. Nie, nie może.

Potoczyłoby się to inaczej. Nie czułaby się taka winna. Teraz na myśl o tym, jak wielką zrobiła ojcu przykrość i zawód chciało się jej płakać.

Czuła tak ogromny wstyd, który ogarniał jej członki i chwytał za gardło chcąc ją udusić.

Sprawiła ojcu przykrość. Ogromną przykrość. Postąpiła jak samolubna księżniczka, która myśli tylko o sobie i o tym, czego ona sama chce. Zachowała się wyjątkowo podle. I gdyby mogła cofnąć czas, na pewno wszystko by zmieniła. Nie byłaby taka. Żałowała tego z całego serca.

Ale niestety, czasu który odszedł nie da się przywołać. Przeszłość jest głucha. Czas stracony udaje że nie słyszy. Nie chce powrócić. Zatyka sobie uszy, długimi palcami i nuci cicho, by jej nie słyszeć.

Willow pokręciła głową i odepchnąwszy myśli o ojcu zajęła się dalej czesaniem swoich włosów, które mocno skołtunione, nie dały się rozczesać.

Po dłuższej chwili, gdy już się z tym uporała, odłożyła grzebyk do specjalnej, drewnianej, grawerowanej przez najlepszego rzemieślnika w Wyspie, Gerofa Tyja, szkatułki, wyłożonej w środku atłasem i otworzyła drzwi wielkiej, dębowej szafy.

Jej oczom ukazał się cały rządek porozwieszanych na sznureczkach sukien balowych, tunik i koszuli nocnych. A także chust, apaszek, jedwabnych bransolet i gorsetów.

Sukien była tam cała masa! O wszystkich kolorach tęczy, obszywane diamentami, szmaragdami, rubinami, poprzetykane złotymi nićmi, jedwabne, atłasowe, kaszmirowe, z gorsetami i bez. Ze spódnicą do kolan, do kostek i do ziemi.

Każda zwykła dziewczyna na ten widok zostawiłaby tam nie tylko oczy, ale także i serce, ale Willow miała tego w nadmiarze i wolała ubrać się w zwykłą koszulę i spodnium, lecz książęca etykieta na to nie pozwalała.

Wybrała cudowną, żółto-niebieską suknię, z szeroką, sięgającą do ziemi spódnicą, wiązanym na sznureczki gorsetem, obszywaną u dołu kamieniami szlachetnymi. Góra sukni była niebieska, a potem po kolei, odcień po odcieniu przechodziła w piękną złotą żółć, a spódnica się coraz bardziej rozszerzała. Była ciężka, miała w sobie kilka warstw spódnicy, dół i dekolt obszywany kamieniami, a gorset z grubej, dokładnie i mocno ściskającej, zarazem twardej i miękkiej tkaniny, której Elfka nie znała nazwy. Suknia miała piękne, delikatne bufy, a w talii był złoty pas.

Rozebrała się do naga i ubrawszy bieliznę, założyła na siebie suknię. Zawołała służkę, by pomogła jej zasznurować gorset i gdy służąca wyszła, założyła do tego sznur Białych Pereł Finn, kunsztowne białe pantofelki i delikatną białą bransoletę z kawałkami szafirów.

Włosy upięła w dokładny, wysoko upięty kok i przejrzawszy się w lustrze, i uznawszy iż wygląda tak, jak tego od niej oczekiwano, zeszła po długich, kamiennych, przykrytych dywanikami, schodach, ze spokojem i gracją, tak jakby frunęła ponad tymi schodami.

Na dole, ubrana w fioletową suknię, ze sznurem pereł na szyi, czekała na nią matka ze swoimi dwoma obrońcami stojącymi za nią, w zbrojach, i trzymających w dłoniach miecze, w każdej chwili przygotowanych, by obronić swoją królową.

-Nareszcie jesteś! Księżniczka ma być punktualna! Nie wolno się jej spóźniać! To zły nawyk. – powiedziała matka surowo, lecz spojrzawszy na córkę uśmiechnęła się, widząc jej doskonale dobrany strój. – I widzisz! Mówiłam ci, że potrafisz się ubrać. Ach, nigdy w to nie wątpiłam. Wyglądasz prześlicznie! – złapała ją za rękę i razem z wojownikami wyszły na podwórze i skierowały się do czterech, przepięknych koni, przywiązanych do drzew.

Willow złapała lejce pięknego, dużego, kasztanowego konia, wsadziła nogi w strzemiona i wsiadła szybko, pilnując by nie podwinęła się jej w górę spódnica. Reszta zrobiła to samo. Jej koń, Jasper, prychnął, niecierpliwie zarzucając łbem i stuknął raz kopytem, oddychając z wyczekiwaniem. Pogłaskała jego długą, czarną grzywę i pogładziła miękkie, delikatne uszy. Przycisnęła lekko nogi do jego boków i po sprawdzeniu, czy inni już wsiedli na swoje konie, klepnęła swojego delikatnie w zad, a tuż za nią, z boków konia wysunęły się ogromne, granatowoczarne skrzydła, pokryte miękkimi jak puch piórami o grubym włosiu.

CDN  :D
Całuję, Książko-maniaczka Willow <3 (źródło zdjęcia: Google)

Post Informacyjny #1

Hej, Moi Kochani Książko-maniacy!

Oto pierwszy post informacyjny :)

Zauważyłam, że każdego dnia jest mniej wejsc... Dlaczego?
Piszcie komentarze, one naprawdę człowieka podbudowują :)

I tak sobie myslę, że może będę dodawac tu moje opowiadanie. Co o tym sądzicie?
To dobry, czy zły pomysł?
Dzis dam pierwszą częsc i mam nadzieję, że się wam spodoba.

Zapraszam także, do zapraszania innych na tego bloga, a może im się spodoba? :3

Buziaki, Książko-maniaczka Willow

środa, 16 lipca 2014

Recenzja 8 - Niesmiertelny

„Nieśmiertelny”
Gillian Shields



Sięgnęłam po tę książkę, chyba z nudów. Wiadomo są teraz wakacje, człowiek albo spotyka się z przyjaciółmi, albo (tak jak ja), siedzi w domu i myśli o swojej jedynej przyjaciółce, która jest teraz u swojej kuzynki i ma zostać u niej całe wakacje. Słońca nie ma, ciągle pada i co tu robić? Otóż… Warto sięgnąć po książkę. Mój wybór był taki, a kolejne 12 wyborów stoi na półce i czeka cierpliwie jak królewna raczy się je przeczytać. Wyciągane czasami przez brata, czy córkę przybranej cioci, kurzą się, lecz czekają.

Mam ułożone książki po kolei i w końcu nadszedł czas na tą. 

Zabrałam się do niej dosyć powściągliwie. Krytycznym wzrokiem zmierzyłam książkę, przeczytałam opis z tyłu. W sumie ciekawy, ale jednak trochę nijaki, bo nie oddaje w pełni treści książki, która jest naprawdę bardzo ciekawa!

Miłość jak ze Zmierzchu, tajemnica jak ze Świata Nocy, atmosfera jak z Wichrowych Wzgórz.

Wrzosowiska wznoszą się surową falą brązów, zieleni i fioletów. Puste wzgórza smaga wiatr. Stare mury pną się ku niebu, a rzędy okien przeszywają noc jak niewidzące oczy. To Wyldcliffe Abbey – elitarna szkoła z internatem dla dziewcząt.

Evie przyjeżdża tu jak na zesłanie. Wyobcowana i samotna sądzi, że spotkało ją największe nieszczęście – gdyby nie tajemniczy Sebastian, chłopak jakby nie z tego czasu i świata. Na spotkania z nim Evie wymyka się niemal co noc. Ale nawet jemu nie wyznaje swojego dręczącego sekretu: czasem na szkolnym korytarzu Evie widzi dziewczynę zdumiewająco do niej podobną, lecz ubraną w staroświecką suknię. Nieznajoma chce jej coś powiedzieć, przed czymś ostrzec…

Jakby znała jakąś mroczną tajemnicę – Evie i Sebastiana.

Główną bohaterką jest Evie Johnson, dziewczyna, która zmuszona sytuacją, zdobyła stypendium w Wyldcliffe Abbey, drogiej, elitarnej szkole dla bogatych, lub doskonale uczących się dziewczyn. Evie nie chciała tam jechać, ale nie miała wyboru. Jej ukochana babcia, Frankie zachorowała, ojciec musiał wracać do wojska, a matki nie miała. Utonęła ona dawno temu, gdy Evie była jeszcze dzieckiem.

Akcja rozgrywa się we większości w szkole i jej obrębie.

Gdy Evie trafia do tej szkoły, nie podejrzewa, że będzie jeszcze gorzej niż myślała. Musi spać w łóżku zmarłej rok wcześniej dziewczyny, Laury, ma w pokoju jej kuzynkę Celeste, która z całej siły stara się uprzykrzyć dziewczynie życie, jakby śmierć Laury, była jej winą. Do tego wszyscy się na nią patrzą, ciągle popełnia błędy i dostaje upomnienia, w postaci czerwonych kartek. Trzy czerwone kartki, kara u przełożonej. A co jeśli kara, to nie jest napisanie sprawdzianu, czy pomoc w stołówce? Jeśli jest to coś innego?

Do tego Sebastian. Cudowny, przystojny chłopak, o niebieskich oczach i uroczym uśmiechu, tajemniczy i bardzo blady. Gdy podczas drogi do szkoły, Evie go spotyka, w bolesnym zderzeniu, nie wydaje się by się polubili. A może się mylimy? Ale jakim cudem, jedyne zdjęcie jej mamy, rozbite przez Sebastiana, znów jest całe?

I kim jest tajemnicza dziewczyna, duch, który prześladuje ją w snach i na jawie, duch o rudych włosach i w staroświeckiej sukni, który ostrzega ją by na niego uważała? I na kogo Evie ma uważać?

Evie w końcu znajduje sobie przyjaciółki. Sarę, uroczą dziewczynę, która uwielbia ogródek i konie, i dziwną Helen, która raz Evie lubi, raz nie i jest naprawdę… Dziwna.

Evie ma na szyi naszyjnik od babci. Jest to w sumie tandetny wisior, który dla bohaterki nie ma wartości materialnej, a jest pamiątką po ukochanej babci, w razie jeśliby odeszła na drugą stroną. Ma wartość sentymentalną. Ale co jeśli wisior kryje w sobie coś bardzo ważnego, dziedzictwo jej rodziny?

„Nieśmiertelny”, to książka, która, gdy się po nią sięgnie, naprawdę mocno zadziwia i wciąga od pierwszej strony, pierwszego zdania, pierwszego wyrazu, pierwszej literki! I oddaje twoją duszę przy ostatniej literce, ale nie całkowicie, bo zatrzymuje kawałek dla siebie. W sumie tak można to nazwać „Książka z duszą”. I sądzę, że jest to trafne określenie.

Książka jest naprawdę pięknie napisana i ja, naprawdę nie mam się czego przyczepić. Nie widziałam w niej nudnych opisów, które nie pasują do książki, ani nic podobnego. Wszystko było doskonale zgrane, a tajemnica, która jest w tej książce, momentami nie pozwala się oderwać, a jak się już oderwiemy, to woła nas z powrotem, kusi, szepcze cicho: „Chodź do mnie, dowiedź się co mam dalej. No chodź. Teraz będzie ciekawy moment”. I co? To prawda! Mimo iż myślałam, że książka mnie rozczaruje, to rozczarowałam się brakiem rozczarowania! Książka jest absolutnie wciągająca i nie znalazłam w niej żadnych skaz, błędów, czy choćby powodów do krytyki.

Naprawdę z całego serca polecam tą książkę, bo jest naprawdę ciekawa i fascynująca. Czegoś takiego jeszcze nie czytaliście, to mogę zapewnić. Jest to książka dla nastolatków, ale polecam ją także osobom starszym, bo naprawdę warto. Skończyłam tą książkę przedwczoraj wieczorem i musiałam ją przemyśleć zanim zaczęłam pisać recenzję.

Z całego serca wam ją polecam!

Ilość stron: 303

Info: Poszukam innych książek tej autorki <3

Ocena: 10/10, nie mam słów krytyki <3

Buziaki, Książko-maniaczka Willow <3


wtorek, 15 lipca 2014

W końcu cos o mnie - osobie która stworzyła tego bloga :D

Witajcie moi kochani Książko-maniacy <3

Tak się zastanawiam nad moim blogiem i uznałam, że jestem chamska… Tak! To jest wręcz idealne słowo, doskonale pasujące do tego co chcę powiedzieć.

A dlaczego jestem chamska?

HA!

Zaczęłam pisać bloga, bez żadnego powitania, informacji o mnie. Walnęłam prosto z mostu! TAK to jest nie tyle chamskie, co i wredne! Wyszczerzyłam do was kły, mając gdzieś powitanie na moim blogu! Może po prostu wyszło mi to z głowy?

Hmmm… Ale nic się nie dzieje bez przyczyny, może tak miało być?

Nie zmienia to jednak faktu iż było to… No,  na pewno wiecie! No jakie? BRAWO! CHAMSKIE!

Dobra, dobra… Sorki xD

Lekko mi odbija, ale to dlatego, że mój tata wrócił wczoraj z Belgii i jestem mega szczęśliwa! AAAAA!!!!

I co najlepsze… Przywiózł mi, i na moje nieszczęście, także i mojemu bratu (a szkoda, byłoby więcej dla mnie :/) cały wór słodyczy. A ja do słodkości, tak jak do książek, uwielbiam je pochłaniać! Zresztą, jak można nie lubić słodyczy? Któż nie kocha przepysznej mlecznej czekolady, z kakao i orzechami laskowymi! Mniam <3

Jak tatę zobaczyłam, to tak się na niego rzuciłam, że mało co mu krzyża nie złamałam (Ha ha ha, bardzo śmieszne). Może niektórzy z was wiedzą, jaka to radość, gdy ukochana osoba wraca do domu po 3 miesiącach pracy za granicą. Nie mogłam się powstrzymać! A i tata, był bardzo zdziwiony (:P).

Ale!, jak zwykle zmieniam temat! Będę takie wpisy robiła w każdy poniedziałek, środę i piątek (chyba że coś mi wypadnie, np. dłuższy pobyt w toalecie, spowodowany słodkim obżarstwem!). 

Postanowiłam, iż powiem wam coś o sobie, chociaż większość opisałam już na swoim profilu, sądzę że nie ma chyba zbyt wiele do opowiadania, bo to co mogłam, już opisałam.

Kilka faktów o mnie, bym wydała się wam człowiekiem, a nie jakimś cyborgiem, który tylko pisze recenzje, nie mówiąc nic o sobie (jeśli te fakty będą nienormalne, to wybaczcie, ale taka już jestem :D):

1. Byłam kiedyś zauroczona językiem rosyjskim i mówiony, i pisanym a moja obsesja przejawiła się w tym:

 Mój zeszyt do matematyki :/

To się po prostu nazywa chora obsesja O.o

2. Od zawsze marzę o laptopie, by móc w nim pisać. Ale teraz mam komputer w pokoju, laptopik już nie jest potrzebny :3 Chyba że tatuś zasponsoruje, to nie odmówię przyjęcia prezentu <3 Hah xD



3. Od zawsze kochałam czytać <3 W moim domowym zbiorku książek nie ma ich dużo, ale są w większości te, które są dla mnie naprawdę ważne, między innymi:

-Saga Zmierzch, Stephenie Meyer T.1 i T.4 (nwm dlaczego tak nie po kolei, dziwna jestem xDDD)

-„Niesamowite opowiadania Pana Czereśnie” Karolina Ciejka. Tą książkę wygrałam w konkursie na stronie Animili.pl, która została usunięta, z niewiadomych mi powodów. To naprawdę magiczna książka <3




-Trzy pierwsze części Harry’ego Potter’a (zabieram się za zakup kolejnych)

-„Zeznania Niekrytego Krytyka” Maciej Frączyk.  Kiedyś go uwielbiałam, teraz sądzę że się stoczył, ale to jego sprawa… Dla osób które nie wiedzą, kim jest Niekryty Krytyk, zapraszam na YouTube i na jego kanał: Kanał Niekrytego Krytyka :D


A z tego filmiku tak śmiałam <3 Ale Niekryty kiedyś był lepszy :(  Ale uwaga :D Są przekleństwa! :D




I, co pewnie was zdziwi…

-Słownik Niem-pol, pol-niem, który dostałam na urodziny od mojej kochanej, przybranej cioci Basi (która, mówiąc szczerze, jest dla mnie niczym prawdziwa ciocia, a nawet od innych cioć lepsza <3 Jest dla mnie jak matka <3), bo tak samo jak rosyjski, kochałam kiedyś niemiecki, ale przeszło mi, gdy doszła do gimnazjum XD



(później w komentarzach przeczytam: „Po co do cholery dałaś skan tego słownika! Myślisz że nie wiemy jak wygląda słownik! To jawna dyskryminacja! Nie będziemy cię obserwować”. Nie no śmieję, dałam jakoś tak xD)
I oprócz tego, niezliczoną liczbę książek o zwierzętach, encyklopedii (a tak dokładniej to 13. Ale pechowa liczba xD)

4. Kiedyś kochałam Bollywodzkie filmy i kupowałam je co chwila i oglądałam codziennie, śpiewając piosenki z nich. Mam ich 10, z czego lubię tylko kilka, bo są naprawdę cudowne! (polecam film „Veer-Zaara”, coś cudownego! Ale nie odpowiadam za pudełka zużytych chusteczek walających się później po waszych domach, ani za uczucia smutku po obejrzeniu filmu! Film jest naprawdę piękny i warty obejrzenia ps. moja ukochana piosenka z tego filmu Veer Zaara - Main Yahaan Hoon Piosenka z filmu ). Moje ulubione to „Blisko siebie” (Chalte Chalte), „Żona dla zuchwałych” (Dilwale Dulhania Le Jayenge), „TaRaRumPum, rodzinka której nie można zatrzymać” (cudo, cudo, cudo, które opowiada piękną historię) i „Kochaj mnie kochaj” (Vaah! Life ho toh aisi!). Moim ukochany filmem, którego nie mam płyty (buuuu….) był „Czasem słońce, czasem deszcz” (nie znam nazwy po hindusku), czyli naprawdę piękny i magiczny film, który z całego serca polecam, i piosenka w nim, „Main Hoon Naa”. 


Och, kocham tą piosenkę <3 Chyba sobie ją ściągnę <3 LOVEEEEE.
Muszę sobie ściągnąć ten film *.*



Moje płyty są tak porysowane (dowód na to, że naprawdę je kochałam i oglądałam codziennie), że niektóre z nich nie chcą się nawet włączyć XD
Och, chyba aż sobie włączę jakiś film za chwilę <3

5. Kocham pisać odkąd tylko pamiętam. Zaczynałam od opowiadań o wilczycy (moje ukochane zwierzę: Wilk <3), skończyłam na opowiadaniu fantastycznym „Willow. Podbój Wyspy”, (które nawiasem mówiąc, możecie znaleźć tu: Moje opowiadanie ). Ale nigdy żadnego nie skończyłam. Skończyłam tylko książkę Panna na Bambusie (Panna na bambusie), ale w zeszycie. Nie mam całości w komputerze.

6. Będę projektantką mody <3 Idę we Wrześniu do Technikum im. Jana Szczepanika w Krośnie, na kierunek Technik Technologii Odzieży.
Umiem już nawet rysować ciuchy <3 np.

 

Szczerze mówiąc, tak samo jak interesowałam się od zawsze pisaniem, interesowałam się także projektowaniem ubrań, ale nigdy nie brałam tego na poważnie (XD). Rysowałam dla własnej przyjemności <3

7. Od zawsze marzyłam o tym by być pisarką, snułam nawet fantazję na ten temat, jak cudownie by było być pisarką, wyobrażałam sobie premierę książki, rozdawanie autografów. Jednym słowem, jedno z dziecięcych zwariowanych marzeń, które przetrwało do dziś <3

8. Uwielbiam Bruno Marsa <3 To mój ukochany piosenkarz! Kiedyś miałam nawet tak, że ściągałam każdą jego piosenkę, jaką tylko znalazłam :3 I tak oto zdobyłam około 80 piosenek jego autorstwa xD <3
  








9. Jestem niepoprawną romantyczką, marzę o tej prawdziwej miłości, takiej jak w np. Zmierzchu, choć wiem, że to niemożliwe xD



10. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam książki o zwierzętach i mam nawet kilka w domu <3

11. Panicznie boję się pająków, na widok jakiegoś, choćby najmniejszego, który zsuwa się z góry, na pajęczynie, dostaje ataku histerii i zwiewam jak najdalej od niego, piszcząc histerycznie do brata, by go zabił. Tak wiem. To jest chore…


Błe... Ohyda...


12. Uwielbiam pluszowe misie. Kiedyś miałam ich na potęgę, ale teraz mam tylko kilka, a i tak stoją na szafie J

13. Miałam kiedyś obsesję na punkcie pisania pamiętnika. Mam kilka zeszytów ze swoimi pamiętnikami, a najstarszy ma już 5 lat! :D

14. Uwielbiam bajki animowane <3 I bajki Walt’a Disney’a i Dream Works <3 Mój ulubiony film animowany to „Megamocny” (przyznam się nawet, iż kiedyś uwielbiałam tytułowego bohatera, tak bardzo, że było to niemalże jak zauroczenie O.o) i Frankenweenie <3





Kurcze, miało być krótko i zwięźle, a wyszła moja autobiografia xDDD

Nie no śmieję się, ale wątpię, by ktoś z was całe to przeczytał xD

Może zdjęcia umilą wam tą moją nieporadną pisaninę :D

Jeśli macie do mnie jakieś pytania, zabawy, które mogę przeprowadzić na blogu, jakieś uwagi odnośnie niego, czy ciekawe ciekawostki (xD), to zapraszam do zostawienia komentarza, lub napisania na mój adres mejlowy: marlena_marszalek@onet.pl

I WITAM SERDECZNIE NA BLOGU!!! :3

Pozdrawiam serdecznie i całuję w policzki,

Książko-maniaczka Willow <3